29-03-2010, 21:37
Hej, nie martw się, to tylko ja.
Ja chciałam tak tylko przeprosić, że byłam dzisiaj (wczoraj) taka… niemiła… Wiesz, cały czas czuję się okropnie, od rana, do wieczora, od rana, do nocy. Ja… nie mam jak z tobą porozmawiać, wiesz, nie ma tu ciebie, a dzwonić nie chcę, bo nigdy nie wiem, czy nie będę przeszkadzała albo coś… dlatego znowu piszę list. Poza tym, mi jest dużo łatwiej pisać niż mówić. Jakoś tak dziwnie, ale tak jest, a ja nie umiem tego zmienić.
A tak w ogóle, to przede wszystkim chciałam Ci powiedzieć, że boję się, o nas. Bo…
Zbiłam serduszko..! Przez cały ten czas nosiłam je w bezpiecznym portfelu i wyciągałam wtedy, kiedy mi bardzo ciebie brakowało, albo byłam smutna, albo coś tam jeszcze. Dzisiaj (wczoraj) pomyślałam, że może je założę, bo by mi tak ładnie do bluzki pasowało. Więc je wzięłam i chciałam przełożyć rzemyk przez uszko, a serduszko nagle mi wypadło z ręki i rozbiło się. Na prawie trzy części, a jak na trzy to podobno bardzo źle, bo to nieparzysta liczba. Ja nie wiem, nie jestem przesądna, ale boję się. I jest mi tak strasznie źle z tego powodu, bo jednak to serduszko… od Ciebie…
Czuję się trochę podłamana.
Nie pamiętam ile razy byłam dzisiaj na spacerze, ile razy szłam gdzieś okrężną drogą i ile razy doprowadzałam się do płaczu. Wiesz, robię to specjalnie, bo podobno jak się tak porządnie wypłacze, to potem jest lepiej i w ogóle. Ja za każdym razem czuję się gorzej, ciągle widzę to połamane serduszko…
Mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję, wiesz..? Wszystko mi leci z rąk, wszystko spada z półek kiedy przechodzę obok, woda wylewa się z butelki, makaron kipi i zamienia się w ogromną kluchę… Zupełnie jakbym miała dwie lewe ręce do wszystkiego…
A dzisiaj (wczoraj) byłam taka niemiła, bo oczekiwałam, że to ty się do mnie odezwiesz, bo zirytowało mnie to, że ja ciągle muszę upominać się o Twoją uwagę, wiesz..? Siadam i zastanawiam się wtedy, ile ja tak właściwie dla ciebie znaczę i czuję się jak taka jedna ogromna przeszkadzajka, albo cos w tym rodzaju, co ciągle pisze i odwraca Twoją uwagę od rzeczy mniej lub bardziej istotnych. I to akurat któryś już raz…
Wiesz, czuję się jak w tym śnie o Nowej Ziemi. Że powinnam być szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, ale nie jestem, bo ciągle czegoś mi brakuje, czegoś, bez czego nie jestem w stanie się pozbierać do kupy i żyć dalej. Teraz wiem, czego mi brakowało.
Dobra, jeżeli chcę to jeszcze teraz wysłać, to muszę kończyć.
Wyjdę z tego, jak tylko się spotkamy.
Kocham Cię…
Jadę tramwajem przez Święty Marcin pływający w różowych i żółtych tulipanach. Na nosie okulary, w torbie paczka papierosów. Aż tak nisko upadłam..? W szkole moja cholerna klasa wita mnie pomrukiem i papieżem. Pytam się o matmę, ale nie oczekuję odpowiedzi. Zostałam zignorowana. Wieczorem spaceruję wokół fontanny. Ktoś w tym roku miał jazdy na punkcie różowego, bo całe miasto zostało obsadzone różowymi kwiatami. Wygląda to przesłodko. W filharmonii tłum fanatyków. Koncert okazał się nie być tym, czego oczekiwałam. Wyszłam wcześniej bo goniła mnie praca.
Pisałam to wszystko dwa lata i teraz oddaję w wasze ręce. Jazdy się nie skończyły, ale zmieniłam się, można powiedzieć: dorosłam. Chociaż to dorastanie byłoby jednym wielkim żartem.
Pewnego ranka wyszłam na dwór i uderzył we mnie charakterystyczny powiew wiatru znad Mazur. Po praz pierwszy poczułam irytację i znudzenie. I w takim nastroju poszłam walczyć z wiatrakami. Na wuefie rozpływałam się w śmiechu i skórczach, ze szkoły wyszłam zakrwawiona, a hormony zawładnęły moimi emocjami. Doprowadziło to do niekontrolowanych reakcji i wybuchów oraz kilku kłótni. Słodziutko.
Czuję się zmaltretowana trzydziestoma dwoma godzinami. Ciało zdolne do pracy, jednak umysł odpływa da-le-ko, do łóżeczka, gdzie jest milutko, cieplutko i wygodnie. Snu. Potrzebuję snu.
Kochany mnie nie zrozumiał, więc będę milczeć. Nie mam siły się szarpać teraz, nie mam na to ochoty, a kiedy o nim myśleć chce mi się płakać znowu. Wystarczająco już się dzisiaj (trochę przez niego...) napłakałam. NIKT NIE MA DE MNIE WYMAGAĆ, że w dzień kompletnego rozpierdolenia na ścianie JA BĘDĘ SIĘ POWSTRZYMYWAŁA OD PŁACZU I OKAZYWANIA NEGATYWNYCH EMOCJI. Rozumiem, że to co mnie dobiło nie było wielką tragedią (za jaką to uznałam), jednak przecież dorze wiedział, w jakiej jestem sytuacji. WIĘC PROSZĘ NIE PIERDOLIĆ MI, ŻE MAM PRÓBOWAĆ SIĘ HAMOWAĆ. PÓŁ ROKU, jebane PÓŁ ROKU SIĘ HAMUJĘ i uważam, że te jebane TRZY DNI NIEHAMOWANIA SIĘ zdecydowanie mi się NALEŻĄ! kurwa.
Pójdę się umyć i nie wyłączę laptopa. Kiedy wrócę usiądę i z czyściutkim umysłem zabiorę się do pracy.
Jebana Australia.
Nienawidzę was.